Niedziela, 8 marca 2020
Śnieżycowy Jar
Plan na tę wyprawę zakładał trochę inny scenariusz. Miałem jechać z Krzychem, ale rano odczytałem wiadomość, że ma awarię roweru. Na stacji PKP stawiłem się sam. Ostatecznie wsiadłem do pociągu i pojechałem do Ligowca skąd znaną mi już trasą jadę najpierw na Dziewiczą Górę zaliczyć szczyt:

W tym momencie orientuję się, że licznik trochę poszalał, bo pokazywał 181 m n.p.m. a znajdywałem się na wysokości 143 m. Cóż to, trudno się mówi.
Stamtąd jadę do Czerwonaka żeby wzdłuż rzeki asfaltem dotrzeć do Bolechowa po drodze mijając pałac w Owińskach:

W Bolechowie zmieniam rodzaj nawierzchni jadąc wzdłuż szlaków nadwarciańskiego i Pętli Wokół Poznania jednocześnie. Ktoś się wybiera na pętlę w tym roku? Ja jadę na pewno:

Kieruję się na Bindugę, czyli nadwarciańską przystań kajakową w Mściszewie, by stamtąd przy brzegu Warty dotrzeć do rezerwatu od drugiej strony niż piesi.


Niestety plany krzyżuje mi niemiła niespodzianka w okolicy rzeczki Trojanka:

Ani to wjechać na tę kładkę, ani wskoczyć bo z rowerem ciężko i można się wywrócić do wody. Butów ściągać i spodni podwijać mi się nie chciało, więc ruszyłem dalej obadać gdzie jest wężej lub może inna kładka/obalone drzewa/kłody. Tutaj niby było płytko ale bałem się zaryzykować że się zakopię (gdyby to było lato nie zawahał bym się chwili :):

I tak jadąc wzdłuż Trojanki docieram w knieje absolutne, gdzie gubię przy okazji pedała z osi. Podniosłem go, obadałem, założyłem na oś i pojechałem dalej uważając żeby nie szarpać nogą na bok żeby nie spadł. Pozostało mi dostać się do jakiejś polnej drogi i wrócić z powrotem na ul. Złotoryjską, z której zboczyłem nad Bindugę, a która prowadzi do rezerwatu. Po przekroczeniu rzeczki odechciało mi się jechać z powrotem w cięższy teren tym bardziej, że straciłem sporo czasu przed chwilą. Do rezerwatu docieram prostą drogą asfaltową od strony Starczanowa, wymijając w lesie masy ludzi brodzących nawet w klapkach w błocie :)



Jakiś czas wcześniej zbudowana została wypasiona kładka, o niebo lepsza od poprzedniej:

Z rezerwatu pognałem na kołach do domu z racji, że długo czekałbym na pociąg powrotny a nie zdążyłbym na wcześniejszy. Dalsza trasa to Murowana Goślina, Arboretum w Zielonce:


Z Zielonki kierunek na Kiszkowo, Gniezno, Trzemeszno przez Jankowo Dolne.
Z wyprawy i formy jestem zadowolony. Mimo że tempo zadałem sobie raczej rekreacyjne, to do domu wróciłem niewypompowany i z siłami na dalsze kilometry. Z założenia nie miała to być szarpanina i tak było. Jak to mówią, jak jest cel to jest i motywacja na jazdę, więc oby więcej takich dystansów w tym roku :)

W tym momencie orientuję się, że licznik trochę poszalał, bo pokazywał 181 m n.p.m. a znajdywałem się na wysokości 143 m. Cóż to, trudno się mówi.
Stamtąd jadę do Czerwonaka żeby wzdłuż rzeki asfaltem dotrzeć do Bolechowa po drodze mijając pałac w Owińskach:

W Bolechowie zmieniam rodzaj nawierzchni jadąc wzdłuż szlaków nadwarciańskiego i Pętli Wokół Poznania jednocześnie. Ktoś się wybiera na pętlę w tym roku? Ja jadę na pewno:

Kieruję się na Bindugę, czyli nadwarciańską przystań kajakową w Mściszewie, by stamtąd przy brzegu Warty dotrzeć do rezerwatu od drugiej strony niż piesi.


Niestety plany krzyżuje mi niemiła niespodzianka w okolicy rzeczki Trojanka:

Ani to wjechać na tę kładkę, ani wskoczyć bo z rowerem ciężko i można się wywrócić do wody. Butów ściągać i spodni podwijać mi się nie chciało, więc ruszyłem dalej obadać gdzie jest wężej lub może inna kładka/obalone drzewa/kłody. Tutaj niby było płytko ale bałem się zaryzykować że się zakopię (gdyby to było lato nie zawahał bym się chwili :):

I tak jadąc wzdłuż Trojanki docieram w knieje absolutne, gdzie gubię przy okazji pedała z osi. Podniosłem go, obadałem, założyłem na oś i pojechałem dalej uważając żeby nie szarpać nogą na bok żeby nie spadł. Pozostało mi dostać się do jakiejś polnej drogi i wrócić z powrotem na ul. Złotoryjską, z której zboczyłem nad Bindugę, a która prowadzi do rezerwatu. Po przekroczeniu rzeczki odechciało mi się jechać z powrotem w cięższy teren tym bardziej, że straciłem sporo czasu przed chwilą. Do rezerwatu docieram prostą drogą asfaltową od strony Starczanowa, wymijając w lesie masy ludzi brodzących nawet w klapkach w błocie :)



Jakiś czas wcześniej zbudowana została wypasiona kładka, o niebo lepsza od poprzedniej:

Z rezerwatu pognałem na kołach do domu z racji, że długo czekałbym na pociąg powrotny a nie zdążyłbym na wcześniejszy. Dalsza trasa to Murowana Goślina, Arboretum w Zielonce:


Z Zielonki kierunek na Kiszkowo, Gniezno, Trzemeszno przez Jankowo Dolne.
Z wyprawy i formy jestem zadowolony. Mimo że tempo zadałem sobie raczej rekreacyjne, to do domu wróciłem niewypompowany i z siłami na dalsze kilometry. Z założenia nie miała to być szarpanina i tak było. Jak to mówią, jak jest cel to jest i motywacja na jazdę, więc oby więcej takich dystansów w tym roku :)
- DST 112.38km
- Teren 26.00km
- Czas 05:29
- VAVG 20.49km/h
- Sprzęt GT Avalanche 1.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj